Absolutnie nie bagatelizuj tych objawów!

Wybaczcie beznadziejny tytuł. Po prostu chciałabym swoim przypadkiem ostrzec więcej osób. Zimą każdy choruje. Żadna nowość. Ja też zachorowałam. No i przecież nikt nie chodzi do lekarza z katarem i kaszlem… bez przesady. Zresztą – lekarz patrzyłby na nas jak na idiotów. Ja też nie poszłam i ten jeden na milion razy to był mój błąd.

Wiecie, że nie jestem mięczakiem. Znam siebie i przyznaję się bez bicia, że faktycznie mam skłonność do lekceważenia drobnych oznak stresu, zmęczenia… czasami pochłania nas pęd życia. Rachunki dalej trzeba płacić, obowiązki dalej wypełniać. Brakuje chwilami czasu (i pieniędzy, wiadomo) na relaks pod palmami na Majorce.

Jakieś dwa tygodnie temu – no może trochę więcej – złapałam przeziębienie. Standardowo – katar, drobny ból mięsni… Theraflu i do pracy. Niestety (naprawdę nie wiem czemu) nie zaalarmował mnie fakt, że to trwa trochę za długo. Być może dlatego, że słyszałam od znajomych, iż w tym roku to męczy ludzi po trzy tygodnie czasem. Skoro tak, to nie będę się wygłupiać przecież. Przejdzie.

Ale nie przeszło. Mniej więcej cztery dni temu wyszłam z domu na parę godzin. Wróciłam i padłam. Nagłe 39 powaliło mnie jak burza sosny w lesie. Przez dzień nie byłam w stanie się ruszyć. Napisałam do szefa, że nie przyjdę do pracy i spędziłam jakieś pięć godzin przyklejona do kaloryfera.

Grypa – powiecie. Ja też tak powiedziałam. Toteż wzięłam witaminy, leki i położyłam się spać. Przez następne dwa dni jednak było coraz gorzej… wysoka gorączka – taka, że czułam się rozkładana za życia, potężny kaszel (koleżanka powiedziała, że jak na takie małe ciałko jest „moc”), problemy z oddychaniem… i objawy niedotlenienia (skurcze mięśni, mrowienie w dłoniach). Myślę, że sama nie byłabym w stanie pójść do lekarza. A jeśli już to pewnie bym się tam czołgała.

Wczoraj więc pojechaliśmy z ukochanym do przychodni. Pani doktor patrzy na mnie i widać, że nie wyglądam najlepiej w jej ocenie. Osłuchuje. Mierzy temperaturę – termometr jej piszczy, bo wysoka… antybiotyk. Bez gadania. I milion innych leków.

Na zwolnieniu do pracy zapalenie dróg oddechowych (10 dni wyjęte z życia – spędzone na leżeniu w łóżku, nie dziwcie mi się, że piszę). Lekarka powiedziała „5 dni a potem zobaczymy co dalej”. Tymczasem ulotka mojego antybiotyku głosi silne zakażenia układu oddechowego – przyjmuję największą dawkę.

A wszystko, moi drodzy… zaczęło się od kataru.

Co więcej… akurat w tym roku tak się złożyło, że w jednym ze szpitali w Polsce (w Grudziądzu) zapanowała bakteria „klebsiella pneumoniae” – powodująca między innymi zapalenie płuc, szczególnie groźne dla dzieci. Także tej zimy w powietrzu wisi więcej niż „wirusek grypy” – choć oczywiście mój przypadek jest wynikiem zaniedbania PRZEZIĘBIENIA. Podzielcie się ze znajomymi by oni sami nieświadomie nie zignorowali sprawy… uczulam Was szczególnie dlatego, iż sama jak najbardziej posiadam sporą wiedzę na temat pospolitych schorzeń… a jednak zdarzyło mi się o niej zapomnieć.

Artykuł: http://www.pomorska.pl/wiadomosci/grudziadz/a/grozna-bakteria-w-szpitalu-w-grudziadzu-dyrektor-marek-nowak-uspokaja-pacjentom-nie-grozi-zakazenie,12969269/

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close