Toruński SOR. Dla pacjentów nie ma miejsc. Szpitale są pełne.

Około 2 w nocy obudziłam się na podłodze w korytarzu. Podniosłam się, usiadłam na łóżku i przez chwilę nie mogłam nic zrobić, bo straciłam czucie w obu rękach.

Chwilę później zadzwoniłam do partnera. Straciłam przytomność i zastanawiałam się czy jechać na pogotowie. Stwierdziłam, że pojadę. W końcu mam anemię, zakażenie dróg oddechowych a zaledwie wczoraj temperatura wahała mi się w granicach 40 stopni – choruję już od ponad 3 tygodni.

No więc ruszyliśmy. Na Bielany Toruńskie. Pewnie było zimno, ale ja tego nie czułam. Pamiętam tylko ciszę i plac ogrodzony blachami na czas remontu. W środku na recepcji byli ratownicy. Kazali zaczekać, potem przyszedł kierownik zmiany. Zabrałam z sobą ostatnie wyniki krwi (sprzed około 1,5 miesiąca). Ten Pan spojrzał na nie i powiedział „bardzo dobre”.

Zamrugałam. Może nie zauważył. Odpowiedziałam, że leczę przewlekłą anemię. A tam, żadna choroba. Co mnie sprowadza? No, zemdlałam i te ręce. Nigdy mi się to nie zdarzyło. Zrobił podstawowe badania – glukoza, ciśnienie (trochę wyższe, ale to oczywiste akurat)… i EKG przy którym co chwilę odpadały ssawki. Były w normie, więc okej.

– Przeziębiła się Pani… – słyszę.
– Mam zakażenie dróg oddechowych, biorę antybiotyk.
– Pojedzie Pani do Citomedu jutro, może zmienią… – dodałam, że zapisano mi go przedwczoraj i nie można znienacka wymieniać sobie antybiotyków jak witamin.

Powstało lekkie napięcie – czułam, że jestem spławiana a nie było dla mnie jasne dlaczego akurat poprzez próbę wmówienia mi, że jestem w pełni zdrowa (przy okazji na owe przeziębienie, które mam ja umiera rocznie w powikłaniach około miliona osób). Wyjaśniło się chwilę później, gdy w końcu mężczyzna przyznał „Możemy Panią zatrzymać na obserwacji do rana, ale w szpitalach nie ma miejsc. Nie przyjmiemy, bo nie ma gdzie”.

Ach… trzeba było tak od razu. Pojechałabym do domu i została pod czyjąś opieką, jakby się coś działo. Próbował wmówić mi, że jestem zdrowa bym nie szukała pomocy w oddziałach. Świetna taktyka, świetna. Dokładnie 8 lat temu z podobnego powodu spędziłam tydzień w Wojewódzkim Szpitalu Dziecięcym w Bydgoszczy i nikt nie próbował oszukiwać mnie, że wszystko jest jak trzeba.

To przecież normalne, że bierze się silny antybiotyk, ma 40 stopni i anemię lub traci przytomność oraz czucie w kończynach. Dzień jak co dzień. Oczywiście żadnego zapisu wyników czy chociażby adnotacji dla lekarza nie dostałam.

Cały czas mrowiła mnie ręka, więc na koniec zapytałam „A co z nią? Co mogę zrobić w razie czego?” Ja nie wiem co z Pani ręką… MOŻE MROWI, BO JEST NIEDOKRWIONA W WYNIKU OMDLENIA? – zasugerowałam. Pan odpowiedział byłaby zimna. No chyba, że od odzyskania czucia regularnie bym nią ćwiczyła co robię od 20 minut, prawda? Zawiesił się i zapytał czego ja oczekuję. Pomocy, drogi Panie. Po to ludzie się do Was zgłaszają. Nie chciałam tam zostać, więc wróciłam do siebie… bo pewnie gdybym znów miała niebezpiecznie wysoką gorączkę albo inny problem podaliby mi herbatę.

Przy okazji – zaledwie bodaj rok czy dwa temu w Toruniu w wyniku zatoru zmarła studentka, której sam lekarz powiedział, że pewnie się przećwiczyła!

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close