Sposób na uciążliwych sąsiadów…

Jeśli kiedykolwiek mieliście dość gości zza ściany to myślę, że ten artykuł jest dla Was.
W Toruniu rynek nieruchomości kwitnie, bo jest tu masa studentów. Najmując mieszkania co roku od mniej więcej sześciu lat spotykałam różnych ludzi – od tych całkiem w porządku do tych, których rzeczy wywaliłabym przez balkon…

Ostatnia sytuacja jednak mocno mną wstrząsnęła. Mam partnera. Moje znajome z pokojów obok – A oraz P – były nieobecne, a on akurat miał urodziny. Postanowiłam zrobić mu miłą niespodziankę i zaprosiłam paru naszych znajomych na domówkę w sobotę wieczorem.

Dodam, że jako ludzie w miarę kulturalni nie balujemy do piątej nad ranem, nie puszczamy głośno muzyki i nie pijemy jak wielbłądy. Ot, normalna wizyta znajomych. Ale uwaga! Tego dnia około 22:30 A wróciła z podróży (miało jej nie być ponad tydzień). Wyszło niezręcznie, zapytałam czy będziemy problemem. Przeprosiłam tłumacząc, że nie spodziewałam się takiego obrotu akcji. W odpowiedzi usłyszałam nawet jak mnie nie było powinnaś uprzedzić.

No nie do końca, bo po co męczyć kogoś, kogo i tak nie ma? W każdym razie to tylko nieporozumienie. Wyszliśmy około pierwszej w nocy by nie przeszkadzać dłużej. Następnego dnia już jej nie było. Przyjechała natomiast po jakimś czasie i od razu poprosiła mnie o rozmowę. Przyprowadziła też małolatę.

Ja rozumiem, że można się zirytować – też jestem człowiekiem. Tym bardziej, że one same bywały uciążliwe i wiem co to znaczy wysłuchiwać w nocy cudzych rozmów albo śpiewów (tak, kolega P raz śpiewał o północy i zarzygał nam toaletę w Sylwestra – oczywiście nie posprzątała).

Zaczęło się od tego, że A poprosiła o przyjście mojego chłopaka. Poinformowałam, że decyzje podejmuje ja – on tu nie mieszka i jak ma problem, to niech rozmawia ze mną. Obie skomentowały, iż nie życzą sobie (jakbym ja była tam gościem i to przypadkowym) imprez w domu. Okej.

Rozkręciły się jednak i mój biedny ukochany usłyszał od A, że jak chcemy się widywać to mamy się wyprowadzić, bo jego też sobie nie życzą (dwa tygodnie wcześniej częstowała go ciastem, pytając co u niego – przy okazji jest samotną trzydziestką). Znajdźcie sobie mieszkanie na mieście albo coś. Nie muszę mówić jak przykro mu się zrobiło. Poczuł się po prostu nieproszony jak pasożyt. Tak to ujął.

Oczywiście nie miał u mnie żadnych rzeczy, nie zużywał wody i tak dalej… po prostu raz na jakiś czas został na noc, jadał ze mną czy oglądał filmy w MOIM pokoju. Zawsze był uprzejmy, lubił je.

Wiecie – jestem dość wyrozumiałą osobą, ale chamstwa nie znoszę. Obrażanie moich bliskich jest dla mnie niedopuszczalne. Widząc jak nieswojo czuje się M gdy mnie odwiedza postanowiłam dać im obu popalić.

Następnego dnia poinformowałam je, że również nie-życzę-sobie noclegów obcych z ich strony (jakież to były oburzone – P myślała, że jej faceta to nie dotyczy). Przestałam sprzątać mieszkanie – do tej pory jako jedyna robiłam regularne dyżury. Postanowiłam też nie dokładać się do środków czystości – tak, moi drodzy. W obliczu bezczelności tym razem sama odpłacam pięknym za nadobne. Każdego dnia o szóstej rano włączam suszarkę do włosów, radio i oba telefony. Latem zamierzam zapraszać znajomych na wielogodzinne obiady w rzeczonej kuchni – poza ciszą nocną.

I mam szczerą nadzieję, że obie je to nauczy moresu… póki co tylko A podjęła wyzwanie i sprowadza jakiegoś podstarzałego mężczyznę. Wiem, wiem… to radykalne. Powiedzcie mi jednak – jak Wy byście zareagowali na poniżanie bliskich?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close