Dzień z życia studenckiego…

Wiadomo, że nie da się oddać pięciu lat w kilku zdjęciach. Powinnam dodać w tytule Dzień Wolny, bo normalnie tak to nie wygląda. Wiecie, że w sieci można znaleźć publikacje na temat syndromu przepracowania? Piszą o tym, że ludzie nie wiedzą jak spędzać czas wolny, nie potrafią się nim cieszyć, tęsknią za obowiązkami. Są nawet poradniki typu Jak rozplanować wakacje? 

Mi jest to zupełnie obce. Chciałabym zrobić tyle rzeczy… ale natura niestety skąpi nam czasu. Nim się obejrzymy już nas nie ma. I dlatego nie warto zwlekać z niczym, co jest dla nas ważne. Mój znajomy ciągle powtarza kiedyś pojadę tam… albo za jakiś czas odłożę na… czasem mam ochotę mu przypomnieć, że nie zostało tak dużo tyknięć zegara jak się wydaje.

No tak to jest. Nie ma powodu do płaczu, trzeba się zebrać i iść dalej. Dzisiejszym postem chcę Wam trochę przypomnieć okres edukacji, jeśli jest już za Wami i zachęcić do podjęcia jej ponownie, jeżeli czekacie właśnie na egzamin maturalny. Może zmotywuje Was do zrobienia czegoś, co czeka na swoją kolej od lat. Ciężko byłoby mi napisać w jednym zdaniu dlaczego ten etap jest tak wyjątkowy. Kto przeżył ten wie. Ja i moja przyjaciółka zawsze śmiejemy się, że studia nauczyły nas zaginać czasoprzestrzeń (Einstein by poparł). 

Wspomnień mam setki. Pamiętam jak raz nasz wykładowca z logiki i matematyki postawił dziewięć dwój na zajęciach organizacyjnych. To nie jest żart. Do dzisiaj nie wiem za co one były, ale też jedną dostałam. Przypomniało mi się też jak oblałam egzamin z Introduction to cognitive science. Baza testowa liczyła ponad czterysta pytań. Prowadzący najpierw poinformował, że połowa roku nie zaliczyła – potem, że następnego dnia rano jest pierwszy i ostatni termin poprawy. Była 17. Tak, ja też wtedy miałam taką minę.

Najlepsze były jednak spontaniczne sytuacje. Jednego dnia kolega z ławki gadał przez całą neurofizjologię. I ja tylko raz odwróciłam się zapytać o jakąś drobnostkę odnośnie naszego wystąpienia. Pech chciał, że w niewłaściwym momencie, bo profesor akurat też się odwrócił. Myślał, że to my i wywalił nas z sali.

A innym razem z kolei miałyśmy referat z neurobiologii. Każdego tygodnia trzeba było opracować dwa anglojęzyczne artykuły i dokładnie wyjaśnić o co chodzi. Zadawano oczywiście bardzo szczegółowe pytania byśmy przypadkiem nie zrobili niczego na odwal. Pracowałyśmy wtedy nad zagadnieniem zachowań seksualnych u gryzoni oraz tym jak trening wpływa na mózg muzyków. Byłyśmy absolutnie pewne, że pierwszy temat bardziej zaciekawi doktora, więc ten następny trochę po macoszemu potraktowałyśmy. Trochę… em… widziałyśmy artykuł tylko raz i to w dodatku dwa tygodnie przed zajęciami. Zgadnijcie z czego musiałyśmy odpowiadać. To była jedna z najlepszych improwizacji mojego żywota.

Albo jak na Collegium Medicum w Bydgoszczy (między zajęciami w prosektorium a neuro) siedzieliśmy na odrabianiu. W kitlach, na korytarzu, przez sześć godzin. Większość z nas nie miała jak wrócić do domu, bo ten wydział jest na odludziu. O 23 szukaliśmy transportów. Przyjeżdżali po nas rodzice. Fajnie było. Nic już nie mówię o tym jak na antropologii popłakałam się ze śmiechu, bo oglądałyśmy memy… Czy Panie się w końcu uspokoją? (zawsze A. mnie tak rozbrajała).

3858918 (1)

Moja best-friend kiedyś oddała tą samą pracę semestralną na dwa różne przedmioty prowadzone przez jednego pracownika. Myślałam, że ma przekichanie (wybaczcie kolokwializm) – ale nie… dostała dobre oceny. Nie umiemy tego wyjaśnić. O niezliczonych imprezach, inspirujących nauczycielach i najwspanialszych bliskich chyba nie muszę nic mówić. Także nie dziwię się ludziom, którzy myśląc o tym okresie życia mówią

to były czasy.

Nic nie jest w stanie zastąpić tych doświadczeń. Trzeba się nimi cieszyć do samego końca. Czy zawsze jest kolorowo? Nie. Na pierwszym roku w sesję płakałam jak dziecko. Sądziłam, że nie dam rady. Dzień i noc wkuwania. Nie chodziliśmy spać, bo było nam szkoda tych godzin. Po wszystkim jednak… nigdy nie byłam z siebie tak dumna. A się rozmarzyłam… wiem, że Wam też się łezka w oku kręci. Inwestujcie w swój rozwój.

Oto obiecane migawki (ankietę wypełnijcie na HOME – mówię poważnie, bo nic nie słuchacie).

31296293_1799264257043320_1729848905_n

Zaczęło się w domu, jak zawsze.

31241643_1799264327043313_152906686_o

Sprawy pognały mnie do Centrum Sterowania Ludzkością.

31033827_1799264280376651_62266716_o

Upał dzisiaj taki… pracują właśnie nad uzupełnieniem akademickiego basenu. Ja się zawsze zastanawiam skąd się w nim małe kaczki biorą.

31236317_1798510683785344_1850299895_o

Piękny rynek miejski.

30826219_1798533140449765_2065291866_o

Nie dam Wam, dostałam od M.

31433349_1799264343709978_906202689_o

Ukradłam… znaczy… znalazłam za płotem u kogoś. Nigdy wcześniej nie widziałam tych kwiatków, rosną na wielkim krzewie…

31086416_1799264363709976_1915540373_o

Jestem smakoszem herbat i zawsze muszę mieć na to czas. Może się i palić, ale tea musi być.

31135881_1799264383709974_134545016_o

No i obiad. Zwykły, domowy rosół. Wiecie skąd wywodzi się ta potrawa? Ja też nie, ale jest dobra.

30947933_1799264397043306_511972628_oTo by było na tyle ❤ Miłego dnia 🙂

 

5 myśli w temacie “Dzień z życia studenckiego…

  1. Małe kaczki….jakie dziennikarstwo takie kaczki, a raczej kaczuszki, kaczuszeńki:-P

    Polubienie

  2. W szkole, myślałem aby jak najszybciej się usamodzielnić, zacząć pracę, znaleźć własny kąt itp. Teraz kilkanaście lat po zakończeniu edukacji z przyjemnością wróciłbym do tamtych czasów i na garnuszek do mamusi :D. To były dobre czasy mimo, że nie zawsze było kolorowo.

    Polubienie

    1. Oj, to prawda. Ja niestety pracę musiałam zacząć bardzo młodo, bo jako siedemnastolatka i też dużo bym dała dziś za garnuszek u mamusi. Człowiek zawsze na dzieciństwo i wczesną młodość będzie patrzyć z sentymentem, tylko dowiaduje się o tym za późno… no ale dorosłość też ma swoje plusy, co nie? 🙂

      Polubienie

      1. Nie licytuję się, ale również zacząłem wcześnie dorabiać, bo już w wieku piętnastu lat. Stare dobre czasy :). Dobrze, że teraz człowiek to rozumie i bardziej docenia. Na szczęście u mamusi mam zawsze garnuszek :).

        Dokładnie, dorosłość ma również swoje plusy :).

        Polubienie

      2. Dobra, wygrałeś xD Jak miałam 15 lat to słuchałam Britney Spears także… 😉

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close