Przemoc ekonomiczna – dwie strony medalu.

Wiecie… byłam wczoraj na blogu jednej dziewczyny (to oczywiste, że czytam innych – bloger, który nie ogarnia co się dzieje w środowisku jest jak nomada na Saharze). I ona napisała artykuł o tym, że przemoc ekonomiczna to duży problem i tak dalej. Podawała przykłady o wydzielaniu pieniędzy na tampony. Mówię poważnie. Ja przyznam się Wam, że nie do końca rozumiem.

Może jestem za młoda. Może to dlatego, że w moim otoczeniu nie ma takich przypadków. Próbuję sobie jakoś ułożyć poglądy w tej sprawie, bo za każdym razem, gdy słyszę to hasło jakoś tak mnie wewnętrznie skręca.

Pod jej wpisem były wypowiedzi w stylu:

„doświadczam przemocy ekonomicznej jako facet, bo tylko ja zarabiam a wypłata trafia na konto żony”

albo

„mi mój mąż nie chce dawać na ubrania, a jak już da to mówi, że jestem gruba i bym nie wydała wszystkiego”

„a mnie rozlicza z każdego grosza”

Nie widzę w tych przypadkach niczego poza nieporadnością życiową komentujących, bo dlaczego ten gość nie zmieni konta w banku? Dlaczego ta kobieta nie załatwi sobie masy zasiłków matczynych by mieć te parę groszy na siebie i dzieci, skoro nie zarabia? A ostatnia nie pójdzie do pracy?

Jest tylko kilka przypadków, które dla mnie są zrozumiałe i te na górze do nich nie należą. Co innego, gdy osoba doświadczająca uzależnienia finansowego jest chora i nie ma możliwości samodzielnie się utrzymać. Tak samo, gdy sprawa dotyczy krajów trzeciego świata lub obszarów dotkniętych ubóstwem, gdzie zjedzenie obiadu decyduje o życiu i śmierci. Ewentualnie małe dzieci mogą być kwestią sporną, ale ogarnięta przyszła mother wcześniej załatwi sobie urlop macierzyński.

Ale tutaj… młode i zdrowe osoby z obiema rękami – żyjące sobie we współczesnej Europie – mówią, że proszą o środki na swoje potrzeby. I jeszcze mają problem z tym, że osoba która im te pieniądze daje sprawdza ich wydatki. Nie pilnować majątku mogą tylko miliarderzy. Wątpię by ten mężczyzna rozliczający swoją żonę nim był. Gdybym ja miała kogoś na utrzymaniu chciałabym mieć prawo decydować o tym co się dzieje z owocami mojego wysiłku. To chyba normalne, prawda? A będąc drugą stroną nie miałabym problemu z wytłumaczeniem na co wydałam zarobki mojego partnera.

Temat jest dla mnie o tyle drażliwy, że zdarzało mi się usłyszeć czasami od przypadkowych ludzi o jakichś ich problemach w tym zakresie. W poprzedniej firmie spotkałam młodego chłopaka. Rozmawialiśmy w windzie. Taka gadka-szmatka dwóch nieznajomych dla zabicia niezręcznej ciszy. I on mówi, że się śpieszy do drugiej pracy. Szczęka mi opadła, zapytałam… ale… ale… dlaczego?

Utrzymuje dziewczynę. Od razu zrobiło mi się go żal i zapytałam czy stało się coś poważnego. Nie, studiuje. I poczułam się jakby mnie ktoś spoliczkował. Are you serious? No bo ona ma naukę w trybie dziennym. Ja też i co z tego? W tej spółce połowa ludzi tak żyje. Nie bądź frajerem, kolego – wybaczcie kolokwializm. Przysięgam, że tak właśnie pomyślałam wtedy. Niech się ruszy z domu, jeśli może chodzić o własnych siłach.

Nie wiem, po prostu nie wiem. Takie przypadki to nie jest dla mnie żadne znęcanie się. Raczej w drugą stronę. To jest wykorzystywanie innych by zasuwali na nasze zachcianki. Jest w tym coś toksycznego. Mi byłoby wstyd być niewydolną finansowo w czasach w których kobieta może bez problemu zdobyć tytuł naukowy, prowadzić firmę czy mieć wyższą pensję od przedstawiciela płci przeciwnej.

Osobiście znam mnóstwo dzielnych Pań, które nawet mając niepełnosprawne dzieci są aktywne zawodowo. Co więcej – angażują się charytatywnie i działają. Moje koleżanki z roku to matki łączące edukację z utrzymywaniem rodziny. Dlatego – moi kochani czytelnicy – nie rozumiem. Coś mi tu nie gra i widzę szukanie dziury w całym. Kolejny wyssany z palca problem. Jeśli Wy znacie takie historie ze swojego życia, macie konkretne pomysły w tej sprawie – podzielcie się nimi proszę w komentarzu. Zostawiam sprawę otwartą do dyskusji.

 

 

4 myśli w temacie “Przemoc ekonomiczna – dwie strony medalu.

  1. Anna Kowalik 6 Maj 2018 — 18:50

    Myślę, że termin „przemoc ekonomiczna” został wymyślony przez tzw. „środowiska postępowe” na życzenie radykalnych feministek. Z tego co gdzieś tam wyczytałam partner zarabiający mniej może sądownie wymusić od zarabiającego więcej kasę, jeśli uzna że ten nie chce mu jej dać lub daje za mało. No a jeśli ktoś ma za partnerkę zakupoholiczkę, lub partnera, który ma dwie lewe ręce do roboty, a lubi wypić?
    W moim małżeństwie nie mieliśmy takich problemów. Mąż wiedział, że ja nie polecę i nie wydam kasy na niepotrzebne ciuchy czy kosmetyki, a ja wiedziałam, że mąż nie przepuści kasy z kolegami czy wyda na panienki.
    Kiedy nie mieliśmy jeszcze kont bankowych pieniądze leżały w szufladzie, braliśmy na codzienne zakupy czy opłaty, a większe wydatki omawialiśmy razem czy kupujemy teraz czy się wstrzymujemy. Ja po roku pracy prawie dziesięć lat nie pracowałam, bo urodziły się nam dzieci i uważaliśmy, że lepiej będzie dla nich jak zostanę w domu. Mąż wtedy bardzo dobrze zarabiał i starczało nam na nasze potrzeby. Potem zaczął się kryzys w branży męża (reformy Balcerowicza) więc poszłam do pracy w takim amerykańskim, a w zasadzie międzynarodowym koncernie. Mąż w międzyczasie zrobił uprawnienia zawodowe i nauczył się obsługi komputera (nie była to wtedy znajomość powszechna) i znalazł pracę w innej firmie jako specjalista. W międzyczasie wrócił Balcerowicz i zaczął „schładzać” gospodarkę tak że moja firma wycofała się z polskiego rynku a męża ogłosiła upadłość. Mąż jako specjalista znalazł pracę od ręki ja miałam problemy, bo na każde stanowisko jakie aplikowałam było oprócz mnie 200 – 300 chętnych kobiet i pracodawcy wybrzydzali a także często ośmieszali i upokarzali kandydatki. W końcu znalazłam firmę, w której pracuję do dzisiaj, po jakimś czasie ściągnięto do niej i mojego męża jako specjalistę. Więc moja droga jak sama widzisz na moim przykładzie w życiu różnie bywa i to że ktoś nie ma pracy czy gorzej zarabia czasem nie wynika wcale z jego nieróbstwa czy złej woli. Teraz jak myślę ta rabunkowa gospodarka ludźmi zemściła się bo dużo wykształconych i wykwalifikowanych osób wyjechało za granicę łata się Ukraińcami i innymi nacjami więc sytuacja jest inna niż jakiś czas temu.
    Nie wiem czy to moje pisanie łączy się jakoś z treścią Twojego bloga, ale tak jakoś miałam chęć Ci to powiedzieć 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. Wiesz, Aniu. Życie pisze różne scenariusze, ale z tego co piszesz – ani Ty, ani mąż nie byliście bezradni i nie pasożytowaliście na sobie. Oczywiście, że są sytuacje podbramkowe. Ja sama w takiej byłam, gdy w 2014 firma w której pracowałam z dnia na dzień ogłosiła upadłość, nie wypłaciła wynagrodzeń i pozbawiła mnie środków do życia. I gdyby nie były partner… nie wiem. Nie wiem… byłam tylko studentką bez oszczędności. Ale mi chodzi o coś więcej… o to, że babka która wyciąga kasę na ciuchy od męża żali się, że się nad nią znęca, bo sprawdza co zrobiła z pieniędzmi. Dla mnie to jest żart przez duże „ż”.

      Polubienie

  2. Bardzo ciekawy spis, chociaż niekoniecznie zgadzam się ze wszystkimi przedstawionymi przez Ciebie tezami. Ale po to jest blogosfera, żeby się spierać, prawda? 🙂

    Wydaje mi się, że z perspektywy osób młodych, które o pieniądze walczą raczej z rodzicami, niż z drugą połówką, koncept dzielenia się z kimś wypłatą, czy ba, przelewania całej wypłaty na czyjeś konto, jest co najmniej abstrakcyjny. Piszesz na przykład, że w przypadku tego faceta wystarczyłoby zmienić po prostu numer konta. Myślę, że to byłoby zbyt łatwe, bo jego żona mogłaby mieć pewne obiekcje. Mało tego – podejrzewam, że to byłby dobry powód do złożenia pozwu o rozwód. I jak się patrzy na to z boku, to może się wydawać, że rozpad takiego związku, opartego na jakiejś dziwnej relacji ekonomicznej, byłby może lepszy dla obu stron, ale… No właśnie. Łatwo mówić, jak się jest osobą trzecią.

    Będę tu zaglądać. Pozdrawiam!

    Polubione przez 1 osoba

    1. Dlatego zostawiłam sprawę otwartą. Sama się zastanawiam, bo nie mam jeszcze konkretnego zdania. I Wasze opinie, doświadczenia (nie ukrywam) pomogą mi się sprecyzować. Różne perspektywy sprawiają, że będę w stanie dostrzec więcej, bo to nie są łatwe sprawy. Ja generalnie nigdy pomocy typowo studenckiej nie miałam. Utrzymuję się od 18 roku życia w pełni samodzielnie, miewałam partnerów w tym czasie (z ex byłam 5 lat) i raczej znam to właśnie od strony relacji ja-Ty (dziecko-rodzic akurat nigdy nie poznałam, zdarza się). I osobiście nie wyobrażam sobie ot tak tkwić na garnuszku mojego lubego i jeszcze na to narzekać. Co innego jak się na chwilę posypie i się wspieracie, a co innego życie w cwaniactwie. Ja tak widzę coś takiego. Jeden wykorzystuje, drugi manipuluje. To nie jest zdrowe.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close