Małżeństwo okiem kobiety. O czym nie wiedzą mężczyźni?

Wybaczcie, że nie było mnie trzy dni. Spotkałam byłego na mieście i szukałam dobrego paralizatora. Trochę to trwało. Ja zawsze powtarzam, że relacje międzyludzkie to skomplikowana sprawa. Ludzie, którzy się w nich dobrze odnajdują to przy okazji świetni manipulatorzy, zwycięzcy plebiscytu Ewolucja 2018.

Tak poważnie jednak. Mam znajomą co mogłaby być moją matką. Ostatnio powiedziała, że jej mąż to potwór i gdyby wiedziała – nie wyszłaby za niego. Są w trakcie rozwodu i kłócą się o swoje dzieci i mieszkanie. Na szczęście ma nowego partnera, ale ślubu nigdy więcej.

I teraz patrzcie… usłyszałam to ja. Czyli młoda panna z nowym związkiem i świeżymi perspektywami. Z ciekawości popytałam inne koleżanki co sądzą o zawarciu związku małżeńskiego, czy żałują. Opinie są bardzo podzielone. Część mówi, że się pośpieszyła a część, że zdecydowała się na to świadomie i po wielu latach wspólnego pożycia wszystko jest w porządku.

Te pierwsze przypadki są smutne, bo w naszym katolickim kraju akurat ten akt traktuje się zupełnie inaczej. Mówi się nam – małym dziewczynkom w szkole – że to coś na całe życie, świętość. Po czym dorastamy i okazuje się, że zwykłemu życiu daleko jest do świętości w tym religijnym sensie. Okłamujemy dzieci w dobrej wierze. One potem poznają rożne strony medalu (niemniej w tej sprawie dobrze jest nie mówić im prawdy).

Wiecie… z tym paralizatorem to był żart, ale z ex na mieście nie. Naprawdę na niego wpadłam, co zdarzyło się w bardzo dziwnych okolicznościach – akurat wyjątkowo wiedział, że jestem na Toruńskiej Starówce i kupuje spódnice. Zaprosił mnie na kawę i z powodu ogromnego szoku oraz braku chociażby Beretty 92F się zgodziłam. Nasłuchałam się debilnych historii o tym jakim to nie jest teraz ogierem (aha, taa – jakby nie pamiętał, że ja też z nim sypiałam) i tak dalej. M. powiedział mi w domu, że podobno byli zawsze tak nam mówią byśmy sobie nie myślały, że nic się u nich nie zmieniło.

I jak patrzę na ten koślawy społecznie przypadek jakim jest poprzednik mojego najdroższego architekta to myślę dziękuję sobie, że nie popełniłam błędu wiązania z nim przyszłości. Tak naprawdę wiem jednak, że gdyby nie jedna sytuacja dalej tkwiła bym w fałszywym przekonaniu o tym, że to ten jedyny i najwspanialszy. To potrafi zniechęcić do myślenia w kategoriach dziecięcego optymizmu.

A z drugiej strony widząc M. oraz jego podejście do nas ufam, że na tym świecie są inteligentni mężczyźni z zasadami. Zapytałam go o to co sądzi o pobieraniu się. Odpowiedział, że wizyta w KK jest potrzebna prawnie – to też papier, który pozwala ludziom swoje sprawy układać spokojnie. No i też, że nie do końca ogranicza się to do kwestii formalnych (uff… panie rozumieją). Potem rozmawialiśmy o intercyzie. Zasugerowałam, że uważam ją za dobry pomysł i dostałam ochrzan 🙂

Ja z kolei zawsze miałam nieco naiwne spojrzenie, ale z wyboru. Nie lubię myśleć o tym, że taki piękny ceremoniał jak pewne ukoronowanie szczęśliwych dni zaciągnie nas potem do USC, że będziemy się zastanawiać nad podziałem majątku lub jego brakiem. Odsuwam to na bok zupełnie dywagując o tak ważnym momencie kobiecego życia, jakim jest pierwszy ślub (i miejmy nadzieję, że ostatni). Dla mnie to równie niezwykłe i niepowtarzalne co narodziny dziecka, co każdy pierwszy raz jaki przeżywamy od dnia narodzin aż po śmierć. Może i mam te 145 lat, ale nadal jestem romantyczką. A Wy jakie macie doświadczenia? Jak to widzicie? Co radzicie tym, którzy jeszcze są przed?

Ps. teraz M. mówi mi, że do intercyzy nic nie ma 🙂 Także… korekta ❤

 

 

2 myśli w temacie “Małżeństwo okiem kobiety. O czym nie wiedzą mężczyźni?

  1. Tak źle, tak niedobrze. Najczęściej podejmując decyzję o pobraniu się i złożeniu przysięgi sobie wobec urzędnika, czy duchownego mamy nadzieję na szczęśliwe bycie do końca. Ty, z tym ex pomęczyłabyś się, po mrużyła oczy ile się da i rozstała pewnie. Gorzej, jak już narodziłby się dzieci, bo wtedy jest trudniej. Zakładamy, że razem łatwiej i weselej iść przez życie. To tylko takie zmęczone, niewierzące w związki i nie chcące już orać sobie serca, sumienia kobiety mówią niech się męczą inni, ja już nie muszę, swoje zaliczyłam. Chyba nie bardzo jest wyjście, no bo co zaprzeć się nogami i nie wchodzić w małżeństwo, nie wiązać się rodziną tylko płynąć po rzece życia beztrosko.. Nie. Nie po to mamy życie, aby się asekurować. Ja cieszę się, że już nic nie muszę, bo zaliczyłam dwa małżeństwa, wychowałam troje porządnych ludzi, mam ich miłość. Mam odhaczone.

    Polubione przez 1 osoba

  2. Ja ogólnie miałam tak, że po zaliczonych ..em… niepowodzeniach stwierdziłam w pewnym momencie, że mi się nie chce. Po prostu. Ale potem przypomniałam sobie, że na świecie jest 7 mld ludzi. Dwie pomyłki to nie tragedia.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close