Dlaczego coraz więcej kobiet jest samotnych i jak wyrwać fajnego faceta?

Oj… nie streszczę Wam długiej historii swojego życia miłosnego, ale przez piętnaście lat kontaktów z mężczyznami nauczyłam się całkiem sporo. Może i jestem młoda, ale first love miałam w szkole średniej (wliczam go – pozdrawiam przy okazji).

Zacznę od tej pierwszej części. Nie będę podawała statystyk, bo nie muszę. Koń jaki jest każdy widzi. Z doświadczenia wiem, że nam kobietom w życiu doskwierają co najmniej dwa rodzaje samotności: pierwsza to ta wynikająca z bycia singielką, druga z bycia w związku, który nas nie spełnia.

Życie singielki ma swoje plusy i minusy (pisałam o tym w artykule singiel vs para – kto ma lepiej). Oczywiście też miewałam okresy przerw i z reguły balowałam wtedy za dwie, a nawet trzy. Ważniejsza jest jednak ta druga sprawa… spotkałam w swoim życiu bardzo dużo przedstawicielek Wenus niezadowolonych ze swoich relacji. Sprawy międzyludzkie nigdy nie są łatwe – zwłaszcza, gdy w grę wchodzi seks i gotowanieMyślę jednak, że każdy medal ma dwie strony i my same popełniamy sporo błędów, które nierzadko zauważamy gdy jest już za późno.

Tak było w moim pierwszym poważnym związku. Od początku znajomi powtarzali mi, że jesteśmy idealni. Niemal nigdy się nie kłóciliśmy i wydawało mi się, że jesteśmy dla siebie stworzeni. Czas pokazał mi, że było inaczej… (akurat z jego strony, ale mniejsza). Później przeanalizowałam sytuację i dotarło do mnie, że w kryzysowych momentach go nie słuchałam… zawsze powtarzał mi, że nie widzę własnych win. Po wielu rozmowach z wieloma facetami okazało się, że on nie był jedynym, który żył z takim poczuciem.

Bardzo duży odsetek wojowników z Marsa uważa, że ich kobiety są zarozumiałe i nie da się z nimi wygrać. Dam Wam przykład… na początku rozmawia się o wszystkim, dalej zaczynamy z sobą mieszkać i od czasu do czasu zdarzają się niesnaski… z biegiem lat jest ich coraz mniej, aż w końcu nasz partner przestaje się nam zwierzać, dyskutować czy właśnie spierać. My naturalnie zachodzimy w głowę co się dzieje – przecież było zupełnie inaczej. A w praktyce okazuje się, że mają nas dość bo zamęczyłyśmy ich wiecznymi pretensjami, krzykliwością, koniecznością posiadania ostatniego słowa. Odbieramy im cohones… (chyba tak się to pisze). Przychodzi rutyna. I koniec. Jesteśmy couple, ale czujemy się osamotnieni. Łatwo wtedy wdać się w romans i zniszczyć jeszcze więcej…

Co do M. Od niego słyszę, że jestem tą jedyną i najlepszą. Nie wiem czy faktycznie na to zasługuję, bo potrafię napsuć mu nerwów jak mało kto, ale nie da się ukryć… tym razem się staram. Bywa, że muszę bardzo mocno z sobą walczyć by nie przyczepić się do rozrzuconych drobiazgów, które zawsze zostawia na mojej komodzie (na której ja po prostu muszę mieć porządek) albo nie ciągnąć czegoś, aż któreś z nas padnie z wycieńczenia. I jest zdecydowanie lepiej – jest szczery i otwarty, a przecież to introwertyk. Dostrzegłam, że powodzenie z relacjach damsko-męskich faktycznie zależy od obu stron. W międzyczasie przyglądałam się też tym, których znałam. I poczęłam zwracać uwagę na to, czego wcześniej nie byłam świadoma…

#nie bądź świętą krową

Moja macocha taka była i mam ogromną awersję do takich damulek. Nie ma nic gorszego dla otoczenia niż wieczne słuchanie narzekań na to, że przecież z takim wysiłkiem robimy coś, o co nikt nas nie prosił (i to przy najdrobniejszych kwestiach).

Podobnie jest w sprawach intymnych… leżenie na łóżku jak kłoda, milion oczekiwań, fochy i żale o zupełne pierdoły to dosłownie droga do tego, żeby szybko zostać starą panną. Jeśli jesteś taka… robisz aferę o niepozmywane naczynia w godzinę po obiedzie, wiecznie narzekasz na wszystko – od rachunków po ludzi z pracy, a do tego traktujesz go jak swoją własność, to przestań.

# dostrzegaj swoje pomyłki

Tak, to jest to czego ja nie robiłam… zawsze byłam mądrzejsza, to jemu ciągle coś nie wychodziło. Zbyt rzadko mówiłam masz rację a zbyt często chcesz mi coś powiedzieć? Tutaj nie muszę nic dodawać, wiecie co mam na myśli.

# nie przestawaj być sobą

Bywa i tak, że nagle przestajemy być atrakcyjne – skupiamy się na tym co nieistotne, nie troszczymy się o swój wygląd, tracimy pasje i zapominamy się uśmiechać… nie mamy miejsca dla samych siebie, bo za bardzo staramy się wypełniać swoje stereotypowe role. A przecież gdybyście miały wybierać… to wolałybyście, żeby Wasza połówka czule Was przytuliła, czy żeby wyprała Wam koszulki?

Ale… my to te 50%. Zdarza się, że druga strona naprawdę jest frajerem i choćbyśmy nie wiem jak się wysilały nie da się tego uratować. Wtedy – mówię poważnie – pakujcie manatki, bo szkoda Waszego czasu. Pierwszym objawem tego, że to już nie ma przyszłości jest właśnie poczucie, że nikogo przy Was nie ma. Spędzacie wieczory płacząc w poduszkę? Przeżywacie rozczarowania, bo on nie potrafi poświęcić Wam uwagi i udzielić wsparcia? Wmawia Wam, że przesadzacie nawet w ważnych sprawach? No właśnie… nie ma co.

Także z jednej strony musimy być czujne i kontrolować własne krwiożercze ego, a z drugiej nie możemy pozwalać na to by żyć dla kogoś, stając się jego niewolnikiem. To są najczęstsze przyczyny porażek sercowych – albo chcemy za dużo i dajemy za mało, albo przeciwnie. Musi istnieć jakaś równowaga.

Odnosząc się do tego gdzie i jak możemy poznać kogoś fajnego… nie jestem wróżbitą Maciejem i mogę powiedzieć tylko po sobie. Na pewno nie polecam Tindera i klubów nocnych (nigdy nie korzystałam i nie skorzystam). Dla tych, które po prostu boją się wyjść na ulice dobre są takie miejsca jak Spotted. Najlepszy jest jednak … czysty przypadek. Tak się to zaczynało u mnie za każdym razem i nigdy nie żałowałam.

Nie można się zamykać w sobie. Miałam raz taki okres życia… bardzo specyficzny – mianowicie zubożało mi życie towarzyskie do poziomu poniżej krytycznego. Sądziłam, że to wina zapracowania. W końcu studia dzienne, robota i stała relacja sprawiły, że naprawdę tego czasu nie było dużo. Ale… jak zostałam sama na głowie miałam jeszcze więcej, a jednak nie było wieczoru bym nie była z kimś, gdzieś… dużo zależy od nas. Bardzo dużo.

Dość gadaniny, pora na fakty. Nie byłabym sobą, gdybym nie powiedziała Wam co wiedzą nałukowcy. Od bardzo dawna prowadzi się badania nad tym co jest dla nas ważne (świadomie i nieświadomie) przy doborze partnera. Warto mieć tą wiedzę. Chyba nikogo nie zaskoczę, jeśli powiem iż różnimy się ze względu na płeć – nie, w przyrodzie są dwie płcie+ewentualnie genetyczne zaburzenia jak mozaicym (jak myślisz inaczej, to… no idź sobie i wróć jak się dokształcisz. Nie mówię oczywiście o płci psychologicznej, bo to inna sprawa).

Z badań wynika, że ogólnie coraz istotniejszą rolę odgrywa podobieństwo kulturowe i poziom wykształcenia, co wynika z potrzeby bycia rozumianym i bezpiecznym (niektóre różnice są zbyt znaczące). Poza tym kobiety jako szczególnie pożądane wskazują takie cechy jak troskliwość i opiekuńczość, łagodność i spokój, pewność siebie i niezależność życiowo-materialna. U przeciwnej drużyny znaczenie ma uroda partnerki (przy czym nie rozumiana jako sztuczne cycki, lecz naturalne piękno i schludność) oraz wiek (auć). Jako cechy niewskazane Panowie podają: dominację, nastawienie na życie zawodowe oraz nowoczesny podział ról w związku (coo?! – no tak, same zerknijcie. Matki ich rozpieściły – kobiety kobietom zgotowały ten los).

(…) zapatrywania drugiej osoby na kwestie podziału ról w związku okazały się ważne dla 59% badanych, jednak odmiennie wartościowane przez kobiety i mężczyzn. Osoba będąca zwolennikiem partnerskiego podziału obowiązków, jest atrakcyjna prawie dla połowy mężczyzn (45%) i trzech czwartych kobiet (72%). Również płeć społeczno-kulturowa różnicuje poglądy dotyczące podziału obowiązków. Najczęściej cenią gotowość do partnerskiego podziału obowiązków mężczyźni androgyniczni (52%), najrzadziej mężczyźni nieokreśleni (33%) i kobiecy (39%). Gotowość do dzielenia się obowiązkami z partnerem podniesie ocenę przede wszystkim w oczach męskich kobiet. To one najczęściej cenią taką osobę (88%), najrzadziej natomiast kobiety androgyniczne (63%)”

To oni wiedzą takie rzeczy? Wiedzą, moi kochani. Zajrzyjcie do publikacji Jak dobieramy się w pary? Płeć biologiczna i płeć społeczno-kulturowa a preferowane cechy partnera (autorstwa Emilii Paprzyckiej, Edyty Mianowskiej i Zbigniewa Izdebskiego). 

Opowiedzcie też o swoich przemyśleniach, bo przecież nie będę gadać do siebie. Miłego ❤ Ps zajrzyjcie też na fanpage i zostawcie łapkę w górę, jeśli lubicie mój blog.

 

 

 

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close