Dlaczego nie powinno się zwalczać gorączki w przeziębieniu?

Jest takie zjawisko o którym chętnie mówią socjolodzy i psycholodzy, a mniej chętnie koncerny farmaceutyczne. Nazywa się ono medykalizacją społeczeństwa. W skrócie chodzi o sposób w jaki medycyna wkracza w życie przeciętnego Kowalskiego i zmiany, jakie powoduje. Oczywiście jak wszystko ma ono swoje plusy i minusy. Do tych drugich należy rozwój praktyk medycyny domowej traktowanej jako ALTERNATYWA dla wersji klasycznej (co jest wielkim złem, gdy typowa matka zamiast iść do doktora Housa naciera dziecko pokrzywą czy czymś tam) oraz w drugą stronę: nadmierne korzystanie z usług opieki zdrowotnej – czyli chodzenie do aptek po różne specyfiki, przesadne zainteresowanie healthy lifestyle (hipochondria) oraz udawanie, że jest się mądrzejszym od specjalistów.

Nie rachuj teraz czy jesteś normalny, czy nie. Jestem pewna, że potrafisz wymienić przynajmniej pięć leków przeciwbólowych oraz wyrecytować regułkę przed przyjęciem leku zapoznaj się z… Tak, słyszymy w głowie głos faceta z reklamy. To wbrew pozorom duży problem – z jednej strony rośnie nasza świadomość dotycząca dobrych nawyków i dbałości o swój organizm, unikania tego co nam szkodzi. Z drugiej – ludzie jak zwykle nie potrafią zachować umiaru i są tacy co łykają tabsy na byle jaką dolegliwość.

Świetnym wręcz – oskarowym nawet – przykładem jest szeroko rozpowszechniona idea ZWALCZANIA OBJAWÓW PRZEZIĘBIENIA LUB GRYPY. Zobaczcie – w sumie to wszyscy wiemy z doświadczenia, że bolą kości i tak dalej. Wiemy też jak bić się z tym co nas męczy… ale czy wiemy dlaczego nasze ciało reaguje tak a nie inaczej? A widzisz… i tu się zaczynają schody. W sumie dlaczego? Sprawa jest prosta – chodzi o pieniądze. Producent x-korbinu bardzo się cieszy, gdy jedziesz po jego produkt oraz bardzo się nie cieszy, gdy masz wiedzy na tyle by rozumieć, że go nie potrzebujesz. Nie łudź się, że tych tam obchodzi Twoje samopoczucie.

Naturalnie nie wszystko da się pod to włączyć. Jeżeli nasz stan jest zły, to potrzebujemy pomocy i głupotą jest z niej nie korzystać. Mówię o sytuacjach kiedy doskwiera nam lekki katarek i jest nieco gorąco… doszliśmy do punktu w którym coś, co dawniej było brane za niewymagające interwencji stało się przyczynkiem do L4. To jest hipochondria – tylko, że ją skomercjalizowaliśmy i nie wydaje się nam niczym dziwnym. No dobra, to nie jest sala wykładowa. Nie muszę mówić o wszystkim czego się nauczyłam na swoich nałukowych studiach…

Wytłumaczę Wam jednak dlaczego niesłuszne jest eliminowanie względnie niskiej temperatury. W przyrodzie istnieje grupa organizmów zwanych zmiennocieplnymi – należą do nich np. krokodyle. Co robi ten gad, gdy jest chory? Kładzie się na słońcu, żeby się nagrzać! Co? Ale po co? Przecież to niewygodnie… ten spryciarz postępuje tak, bo w odróżnieniu od większości homo sapiens pojmuje na swój zwierzęcy sposób, że rozgrzewając się walczy ze stanem w jakim się znalazł.

Temperaturę ciała reguluje podwzgórze. Jeśli odbiera ono sygnał, że w naszych wnętrznościach szaleje zarazek to podnosi ją by go spowolnić i osłabić/zabić (jest to tak zwane czucie proprioceptywne). Wynika to z faktu, że to co nas atakuje zbudowane jest z białek. Jak zapewne pamiętacie ze szkoły do procesu denaturacji białek (ścięcia się białka) dochodzi przy mniej więcej 40-41 stopniach. Widujecie to na co dzień smażąc schabowe.

Dla nas taka wysoka wartość jest oczywiście niebezpieczna, bo sami też jesteśmy zlepkiem peptydów, więc nie możemy ryzykować… jednocześnie nie da się ukryć, że szkodzimy sobie obniżając temperaturę do zbliżonej do normy, bo zwykłe 37-38 utrudnia rozprzestrzenianie się patogenów.

Ja nigdy nie zwalczam niskiej gorączki i nie biorę antypiretyków dopóki naprawdę nie jestem do tego zmuszona (czyli przy 39). Dzięki temu wspieram naturalne mechanizmy obronne mojego organizmu zamiast wyręczać go przy najmniejszej robocie. To jak z ludźmi – jak ktoś nic nie robi, to staje się leniwy (i otyły). Potem ma problem z radzeniem sobie przy czymś co dla innych jest normalne. Biorąc x-korbin na wszystko rozpuszczacie swój układ immunologiczny i tracicie na zdolności do samodzielnej ochrony (młodych pokoleń też to dotyczy). A potem jest ta młodzież to ciągle coś ma… słabi tacy sąNo jak się ją faszeruje niczym mielone to takie są tego skutki.

Tylko, że wtedy się cierpi… bo mózg, krzyże, kolana… no nie bądźcie mięczakami. Są pewne priorytety. Jeśli teraz to zaniedbacie to na starość będziecie wystawać w kolejkach do rejestracji. Czasem trzeba wziąć się w garść i tyle. Zdaję sobie sprawę z tego, że w przypadku mężczyzn sprawa nie jest taka łatwa. M. zamawia sosnową już na samym początku (nie kłamię Was – dwa tygodnie temu jak go rozkładało to wysłał mi na fejsie zdjęcie trumny za 600 złotych i powiedział, że chce taką… nie zgodziłam się oczywiście. Zasługuje na droższą i ładniejszą). No ale nie możecie pozwalać by nabijano Was w butelkę (ps – artykuł nie dotyczy szkrabów do lat 10)

Pozdrawiam ❤

 

 

3 myśli w temacie “Dlaczego nie powinno się zwalczać gorączki w przeziębieniu?

  1. Czyli we wszystkim umiar wskazany. Popieram, a chłop z katarem walczy o życie. Ja swojemu nadskakuje wtedy, jak małemu dziecku. On dzwoni do znajomych i opowiada jaki jest konający. Cóż widocznie taki „urok” mężczyzny.

    Polubienie

    1. O z M to jest tragedia… ja czasami sama się czuję chora jak słyszę to „katar… żyć już nie mogę… kup mi trumnę…” – ma to swój urok oczywiście… xD

      No ale… najgorzej, że ludzie często nie mają świadomości, że ich względnie „duża” wiedza medyczna i przekonanie o swojej wysokiej świadomości nie są wynikiem posiadania zrozumienia spraw, tylko oglądania reklam lub czytania nierzetelnych donosów z portali a’la „mama i zdrowie”. Wiedzą tyle, ile im media zechcą powiedzieć. A media skupiają się na wpajaniu idei „łykaj tabsy, lecz wszystko nawet, jeśli na zdrowy rozum tego nie wymaga”… nikt jednocześnie nie uczy społeczeństwa, że pewne rzeczy są naturalne i nie są dla nas zagrożeniem… jak właśnie niska gorączka. I co gorsza – szkodzimy sobie, upośledzając własne mechanizmy odpornościowe, bo zwalczając ją nie walczymy z wirusem tylko z własnym ciałem…

      Polubienie

      1. Jestem za każdym Twoim słowem i cieszę się, że dodałaś w poście, iż nie dotyczy to maluszków, to inna para kaloszy. Pozdrawiam ciepło M, niech nie choruje.

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close