Miłość, miłość w Zakopanem!

Oj kochani… mam nadzieję, że mnie nie opuściliście i tu jesteście. Przepraszam Was za miesięczną przerwę. Praca, końcówka studiów daje mi w kość tak bardzo, że nawet sobie nie wyobrażacie – pisanie dyplomu po 12 godzin dziennie… mam ochotę skoczyć z mostu chwilami. Być może w przyszłym roku wyjadę na doktorat do Norwegii. No nic nie wiadomo tak naprawdę, bo z M. ciągle zastanawiamy się co z sobą zrobić. Opcji są dziesiątki.

Byłam na urlopie, pojechałam do Zakopanego. Żal było wracać, krótko i intensywnie.
Wybraliśmy się na trzy dni do Gliczarowa Górnego (jakąś godzinę od centrum). Dlaczego nie bezpośrednio? Koszty. Powiem Wam, że za nocleg z wyżywieniem dla dwóch osób za trzy doby daliśmy 360 złotych. Miejscowość piękna. Sielsko jak u Pana Tadeusza. Spokój, drewniane domy i owce.

39543446_1136434203176442_5923684483088777216_n39543596_2064710626894390_163522805256683520_n

Potrzeba nam było się po prostu odciąć od wszystkiego. Od tej presji, jaką teraz odczuwamy w związku z natłokiem obowiązków. Udało się nam.

Trasę przebyliśmy pociągiem. Już od razu odradzam Wam podróżowanie nocą. Po prostu się człowiek męczy z bólem kręgosłupa przez 13 godzin, bo zasnąć się nie da. Jak już dotarliśmy na miejsce to całowałam chodnik (ale nie dosłownie, wiecie). Zapomniałam o zmęczeniu, gdy zobaczyłam panoramę. Masywne szczyty dookoła dolinki w której pasły się krowy, a dzieci śmiały. Po prostu… byłam już wcześniej w górach, ale tam zawsze się jest jakby po raz pierwszy.

39609979_2033340583642938_7458749070769651712_n

39502198_2183858438557625_1474011687697776640_n

39557661_1041006339394507_1465529951921897472_n

Zameldowaliśmy się. Przybytek cudny bo sklep pod nosem, na przystanek 5 minut pieszego spaceru a gospodyni jak anioł. Miła, uczynna. Z odkładaniem posiłków żaden problem, pozwolili nam przyjść 3 godziny przed bez dopłaty byśmy nie musieli stać gdzieś na dworcu. No to samo za siebie mówi. Bardzo swojsko, po ludzku zwyczajnie. Sypialnia też ładna – osobna łazienka, wi-fi, telewizja, duże łóżko i stolik. Co trzeba było to się tam znalazło.

Pierwszego dnia wybraliśmy się na Nosal. Co myśmy tam przeżyli… ogólnie trasa bardzo fajna. W porównaniu do innych chyba najłatwiejsza, choć nie powiedziałabym, że się nie zmęczycie. Zmęczycie. Ludzie tam dzieciaki zabierali (noworodki), co dla mnie było szokujące. Ja bym w życiu takiego szkraba nie brała, biorąc pod uwagę to ile niezbyt bezpiecznych przejść się tam znajduje. Noga się czasem powinęła, ale to jest właśnie urok gór. Szczęście mieliśmy takie, że akurat słońce wyszło i na sam szczyt dotarliśmy wdychając świeże powietrze.

39775338_1802795273168366_6144010739095961600_n

39629898_2230362353859178_1533184890948812800_n

39607987_2238947836328634_6010097674601103360_n

No ale kochani, jak żeśmy zeszli… tak lunęło, że buty mieliśmy do wyrzucenia po pierwszym dniu. Przyszła burza. Grzmoty bardzo głośne – bo w górach dźwięk inaczej się rozchodzi. Akurat pech chciał, że jak się wraca od drugiej strony to nie ma nic, żadnego daszku żeby się schować. Mieliśmy pelerynki, ale nie miały szans pomóc. W trzy minuty byliśmy przemoczeni tak, że jak machałam stopą to czułam jak się woda przelewa w traperze. Na szczęście nie zmarzliśmy. Ciężej było do domu wrócić. Okazało się, że ta godzinka drogi to tak naprawdę dwie… korki na trasie z Zakopanego do Gliczarowa to tragedia… trzeba cierpliwości mieć mnóstwo, ale o tyle jest fajnie, że tam atmosfera dobra. Kierowcy gadatliwi, żartem i zrozumieniem uświadczą. Inni ludzie niż my, mieszczuchy.

Ja uwielbiam tą swobodę, bo wychowałam się na wsi. Nie lubię ceregieli w postaci krzywych spojrzeń, pomawiania za plecami i tym podobnych. Tam tego nie ma, bo prości ludzie cenią szczerość i to akurat ich spora zaleta. Pamiętam jak kiedyś zapytałam przewoźnika o rozkład (to był pierwszy wypad) a on mówi do mnie a co ja? PKS jestem?

Uśmiałam się tylko, bo u nas to już by pewnie skargę do Rzecznika Praw Konsumenta pisali o zniewagę, co krwi wymaga. Zakochałam się w owcach i jakoś to pozwalało znieść trudy. Wypatrywałam ich z daleka. Poza tym było śmiesznie. Opowiadaliśmy sobie z M. o naszych wrażeniach z dnia, wspominaliśmy i czas leciał. Nie pokłóciliśmy się ani razu, choć spędzaliśmy z sobą 24/h a wiecie jak to jest czasami… zmęczenie, stres i mokre ubrania potrafią ludzi podzielić. U nas okazało się, że do wojaży jesteśmy perfekcyjną parą. Wspieraliśmy się wzajemnie. On mnie pocieszał, ja jego motywowałam. Był taki moment… stałam na przystanku. Już się trochę poddałam… nie spałam od doby, bolały mnie plecy i stawy od jazdy tym PKP-owskim wagonem bez Warsa i prądu, deszcz mi z włosów kapał. I tak czekałam prawie śpiąc na stojąco z pochyloną głową… a on mnie rozśmieszał.

39603358_208621233340461_1347935804646752256_n

39594269_1652268701568357_69324422879641600_n

39594094_2020939618216596_6406181671762132992_n

39583880_208735413334328_7573120008297906176_n

39558215_258022831482650_6196408369444552704_n

Jak już wróciliśmy to czekało na nas jedzenie i łoże. Jadło pierwsza klasa. Upasłabym się po miesiącu. Kucharkę mieli świetną, bo za te marne grosze co zapłaciliśmy w cenie był posiłek z domową zupą, drugim daniem (akurat wtedy były ziemniaczki z koperkiem, kotlet słoneczny i surówki + prawdziwy, niekupny kompot). A ogórki kiszone jakby babcia robiła. Mistrzostwo, zostałabym tam choćby dla samego jedzenia. I ta gościnność, bardzo mi dom przypomina… nikt niczego nie skąpi. Chociaż mają swoje problemy… zaraz Wam opowiem.

Raz mieliśmy taką sytuację, że wracaliśmy do domu i nie przyjechały nam busy. Z nimi to akurat nie istnieje coś takiego jak prawda. Jadą jak chcą, a w zasadzie jak mogą. Nic nie poradzisz, zła komunikacja i za mało dróg. Musieliśmy do domu wrócić pokrętnie – najpierw do Białki Tatrzańskiej, a później złapaliśmy stopa. M. mówił, że w ogóle pierwszy raz w życiu ze mną właśnie tak jechał… z tą okazją to też różnie było. Zapomnieliśmy latarek i Ci co nam się wtedy zatrzymali chyba nam skórę uratowali, bo zaraz potem jak o ciemku wsiedliśmy na jezdni pojawił się dziki lis. Ja nie wiem, jakby miał wściekliznę… nie ucieklibyśmy z torbami i wycieńczeni. Prędzej, że by się wystraszył, ale z nieudomowionym to nigdy nie wiadomo. No, a młody kierowca z kolegą chyba wiózł nas pod wpływem. Jesteśmy prawie pewni.

39565479_671541783228469_4426390572248334336_n

39543678_2016731335012226_4145381655323869184_n

39558043_662708654110691_7203875833000230912_n

39515017_727983964207052_2652554145399046144_n

39509758_219779865385998_5051816919548559360_n

39506907_908862635975746_4965882831638102016_n

39468440_1752529291522344_8152476977308106752_n

39502586_2173165266277222_3843244084873396224_n

Następnego dnia pognaliśmy na Kasprowy Wierch. To był taki pełen, prawdziwy dzień w górach. Z rana czekaliśmy godzinę na transport do miasta (zaczynaliśmy się przyzwyczajać). Fajnie było, bo skumplowaliśmy się z takimi dwoma psami z sąsiedztwa. Przybiegały jak tylko nas zobaczyły. Jeden był takim cwaniaczkiem, że jak Pan nie widział to uciekał, a drugi miał chyba umowę o pracę. Parał się przeganianiem niektórych samochodów (trudno powiedzieć jak je segregował – jedne mu pasowały, inne nie). Bardzo przytulaśne, ale na Funfela Plamiastego się potem obraziłam, bo jak przyszli nowi to od razu do nich poleciał, a ja go dwa dni głaskałam. Mały zdrajca 🙂

39386938_516683575445506_3397060174672822272_n

39453915_288567825279216_2346003272713633792_n

Rudy i Funfel. 

Wędrówka zajęła nam ponad siedem godzin. Zaczęła się bardzo lekko, spokojnie. Mówiłam nawet, że lżej niż na Nosal… ale nie. Po drodze zaszliśmy z głodu do Murowańca – takiego schroniska dla turystów… obiad tam kosztował sto złotych za żołądki z kaszą i schabowego + napoje (piwo, miód pitny – pierwszy raz piłam i… spodziewałam się innego smaku, a dokończyć nie mogłam z przyczyn zdrowotnych. Trzeźwość się przydaje). Nie warte swojej ceny, wierzcie mi i lepiej mieć swój prowiant, a tam się napić po prostu na rozgrzanie, odetchnąć. Mi zaszkodziło to mięso. Dobrze, że atmosfera miła. Mnóstwo ludzi się tam przewija, ale trochę zbyt komercyjne to miejsce.

Odbiliśmy jeszcze na Czarny Staw Gąsienicowy (dwie godziny nadłożyliśmy). M. w ogóle… jaki cwaniak… myślał, że zrezygnuje ze zmęczenia. Potem jednak stwierdził, że sam chce iść i widziałam tam najpiękniejszy staw ever. Chciałam wlecieć do niego nago i się wykąpać, ale M. miał jakby to ująć… obiekcje. Tak poważnie jednak – byli tam inni ludzie. No i jakieś zakazy podobno. M. mi całą listę wyłuszczył, o ludzie (przecież i tak bym nie posłuchała). To jedyne co mnie wstrzymywało. Nigdy nie widziałam tak pięknej, czystej i idealnie chłodnej wody (zamoczyłam chociaż ręce). Mało kto wie… ale ja wodę darzę szczególną miłością. Moja dłoń była w każdym mijanym potoku.

39569811_675008376189987_5312382273180401664_n

39453232_1598689190257301_7976485881991135232_n

39453921_1853319628036436_6072958674211438592_n

39453494_192718671482873_7558695940454875136_n

39453430_937019483153112_692304060455321600_n

39453232_442108966197529_8766141470768889856_n

39509733_2063047043705702_8412994875846295552_n39557849_496088237484072_1694441181833854976_n

Ogólnie ja wszędzie włażę. Taką mam naturę, że lubię iść dalej niż inni. Nie przepadam za ograniczeniami w życiu, choć nie jest z tym łatwo (zdarza się mi nie respektować przepisów, które uważam za wyjątkowo głupie). Co do reszty dnia… Kasprowy jest tak ciężki do przejścia. Byliśmy w trampkach, no bo buty do wywalenia po pierwszym dniu. Naprawdę, trzeba mieć dobrą kondycję. Jak zobaczyłam go u wylotu ścieżki, to mówię do M. powiedz, że to nie tam idziemy… a on się zaśmiał, że właśnie tam. Ostatnia godzina to była walka z samą sobą. Przerwy praktycznie co pięćdziesiąt metrów. A ludzie za nami aż klęli z przemęczenia. Niemniej jednak byłam z siebie i z niego dumna. Dotarliśmy cali i zdrowi oraz pozytywnie wyczerpani. Taki wysiłek jest czymś, czego człowiek potrzebuje by się zrestartować. Jak masz na głowie przetrwanie, to nie myślisz o zbliżającym się terminie obrony. Wróciliśmy szalenie drogą (sto złotych ulgowy!) kolejką do Kuźnic, bo nie dalibyśmy rady zejść sami.

39454466_308710699878486_964613602726117376_n

39497751_322862568285125_8977652542624235520_n

39535974_2112999875619224_728482485544943616_n

W przerwach mieliśmy taką grę… zrobiliśmy zakład o 5 złotych (wysoka stawka, duże emocje) kto pierwszy znajdzie tablice rejestracyjne z Torunia. Nie było akurat żadnych, ogólnie mieliśmy sporo gier i zakładów na umilenie czasu. Ostatniego dnia obijaliśmy się… dosłownie. Od rana byliśmy na Krupówkach po pamiątki, potem na Termach popluskać się w wodzie. Było naprawdę super! Wracaliśmy of kors stopem, bo nie było czym o tej 21. Facet, który nas zabrał był strasznie dziwny. Myślał, że jesteśmy gimbazą (nie chciał uwierzyć, że mam 26 lat – ale to nie dziwota, bo ja też nie wierzę). Nie wiadomo dokąd jechał swoją wypasioną furą, ale skarżył się na samotność (ojciec i brat w Stanach). Był taki mega niezręczny moment jak zapytał czy może wpaść do nas na kawę… a następnego dnia my musieliśmy wstać o 6 na powrotny. I po takiej długiej ciszy ja rzuciłam o, tutaj może nas Pan wysadzić? A on na to jak to? Nie mogę wpaść na pogawędkę? Yyy… no ale wie Pan, to Ośrodek dla przyjezdnych, noc jest… nie wiadomo jak zareagują. Nie ma co. 

Nie chciałam wracać, naprawdę. Ledwie dwa dni, a ja już tęsknię. Na pewno wrócimy do Gliczarowa, mając już na uwadze wiele spraw, których nauczyliśmy się podczas tego wyjazdu.

39409667_1877042119265533_7302757838558855168_n

Mogłabym być pasterką, mówię serio.

ps – jeszcze około dwóch tygodni i będę miała wreszcie święty spokój z magisterką.

6 myśli w temacie “Miłość, miłość w Zakopanem!

  1. Oj, tego nam brakowało nad zatłoczonym, holenderskim morzem. Zresetować się. Za rok może też w góry się wybierzemy. Krajobraz po prostu przepiękny, a w koralach bardzo Ci do twarzy. Powodzenia z magisterka! Jeszcze trochę i będziesz miała z głowy. Szybko zleci 😉 .

    Pozdrawiam Cię!

    Polubione przez 1 osoba

    1. No właśnie się już doczekać nie mogę, od miesiąca… i końca, końca tylko! Moniu, polecam koniecznie. Nic tak na duszę nie działa jak góry… tam zawsze jest gdzie uciec od świata. Tylko buty weźcie dobre, my następnym razem weźmiemy dwie pary na zapas xD

      Polubione przez 1 osoba

  2. Piękna relacja dosłownie piękna, a ja gdybym była młodsza, gdybym była, to też bym na taką wyprawę wyruszyła!

    Polubienie

    1. Właśnie zaskoczę Cię, ale w górach jest mnóstwo osób 40+, 50+ i wyżej i mam wrażenie, że wcale nie radzą sobie gorzej. Koszty naprawdę nie są dramatyczne (600 zł na osobę w zupełności wystarczy). A odpoczniesz duchem jak nigdzie! 🙂 Jedź, czas mamy w życiu dopóki żyjemy ❤

      Polubione przez 1 osoba

  3. Zaczytałem się, a zdjęcia są wprost kapitalne, to na końcu suknia w kwiaty i te czerwone korale jestem po prostu zachwycony 🙂 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. ❤ nigdy nie wiem co powiedzieć, jak słyszę coś tak miłego 🙂 zawsze się uśmiecham, ale przez Internet ciężko! Zdjęcia – większość robił M. Może i nie są najwyższych lotów, ale oddają całą magię naszej podróży. Trud, radość i piękno miejsca w którym byliśmy – a co najważniejsze, są szczere – prawdziwe, takie jakie wyszły spod jego ręki (moje ulubione to te z psiakami).
      Dziękuję! ❤

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close