Listy do M(ężczyzn).

Wszyscy jesteśmy pokręceni, bo teraz mamy na to czas. Rozwijamy się. Dawniej zrobienie prania zajmowało pół dnia i nie było wolnych chwil na zastanawianie się. Teraz wracam do domu, odpalam bawełna ’60 i idę do kuchni. Pralka pierze sama. Obiad na gazie. Robi się sam. Naczynia? Myją się na bieżąco przecież. Też same.

Od jakiegoś czasu analizuję swoje relacje z mężczyznami i z czasem dochodzę do wniosku, że jesteśmy tak kompletnie inni, że nie wiem jak to się dzieje, że potrafimy żyć razem na jednym kontynencie. Myślę o tym jak wiele spraw interpretujemy zupełnie inaczej.

Weźmy na ruszt naszą pracę w domu. Oni mają to kompletnie gdzieś, bardzo często nie widzą różnicy między zasyfionym blatem w kuchni, a połyskującym marmurem – chyba, że odbija się w nim mecz Polska : Niemcy. Trochę naciągam, wiem o tym. Nie są ślepi. Pamiętam jak na pierwszym roku studiów powiedziałam swojemu ex, że moja noga więcej nie postanie w jego Królestwie Powszechnego Burdelu. Szczerze mówiąc nigdy przed tym ani po tym nie widziałam tak czystej podłogi jak wtedy, gdy chwycił za mop.

I nie zrobił tego znowu nigdy więcej.

Wydaje mi się, że ONI nie wiedzą. Nie wiedzą, że my tak okazujemy naszą miłość i oddanie. Nasze uwielbienie względem ukochanego. Od małego się nam tego nie mówi, ale widzimy nasze matki pracujące w domu. Z czasem przekazują nam swoje obowiązki, a wraz z nimi przekonanie, że wywiązując się z nich pokazujemy jak bardzo nam zależy. Może i mamy 2000-któryś tam, ale u nas obrazem kochającej żony i matki dalej jest kobieta, która szykuje mężowi kanapki do pracy, prasuje jego koszule, gotuje i kąpie dzieci. No słowem – zasuwa od rana od wieczora.

I personalnie nie raz byłam świadkiem sytuacji, kiedy facet mówił ona w ogóle nie robi tego co ważne, zajmuje się jakimiś głupotami… czy kupić nowy kwiat, że kanapę trzeba wymienić… no ja wiem, nóż się w kieszeni otwiera na delikwenta. Nic nie rozumie, idiota. Nie dostrzega tego, że ten kwiatek ma sprawić, że dom będzie ładny. Ładny dom ma sprawić, że on będzie w nim szczęśliwy. Jak będzie szczęśliwy, to będzie nas kochał – a więc ten kwiatek na parapecie ma nam zapewnić udane pożycie małżeńskie. To nie jest błahostka. To jest sprawa pierwszorzędna.

Pamiętam jak przyszedł moment naszego związku, kiedy postanowiłam wszystko olać. Wracał do czystego domu, ciepłego obiadu, munduru ułożonego w szafie z której musiałam wywalić własne sukienki i nic. Dosłownie nic. I kiedy w domu było brudno, obiad był co trzeci dzień a mundur wisiał jak wisiał… cholera, dalej było nic. Ja natomiast dostawałam szału widząc, że w sumie nie ma dla niego różnicy – a ja wkładałam w to tyle pracy i serca.

Wydaje mi się, że to nie tylko dlatego, że różnimy się pod względem biologicznym, psychologicznym, ale także kulturowym. Dam Wam doskonały przykład. Tydzień temu się przeprowadziłam. Mieszkam z dwoma młodymi mężczyznami. I już pierwszego dnia po prysznicu mój <w sumie jest bardzo uprzejmy> współlokator powiedział O, a Ty byłaś w łazience… tyle czasu?

I ja tak… nieco zbita z tropu, uśmiechnęłam się tylko pod nosem i poszłam. W końcu ON NIE WIE jak to jest mieć długie włosy, których umycie to czasem udręka, on nie musi depilować nóg i reszty ciała, on nie miewa menstruacji… nie mierzy się z milionem rzeczy z którymi mierzę się ja, choćby w tej głupiej łazience. I bardzo często jest tak, że my podskórnie czujemy się niedoceniane. Nie mówimy nic, bo co mamy mówić? Prawda jest jednak taka, że to i tak w nas narasta… a im bardziej jesteśmy wewnętrznie sfrustrowane, tym bardziej czepliwe. Tym większe znaczenie ma ta głupia orchidea w promocji, prawda?

Ja kiedyś miałam taką sytuację… siedzimy na kolacji, restauracja, przychodzi moment płacenia, byłam tam z zaproszenia so… you know. Czekałam, po czym wyszło tak, że musiałam zapłacić. Dość niezręcznie. I pytam winowajcę… na co on do mnie no ja rozumiem płacić na randce, ale jak jesteśmy razem to chyba każde powinno za siebie…

:O ożesz Cię… no zbladłam i szukałam 38 za pazuchą, ale u nas broń nielegalna to nie znalazłam. Rozumiecie. Co to był za absurd w ogóle… od razu mi się zapaliła Alert Lampka zwiastująca kłopoty dla mojego towarzysza i pytam się słucham?! To jakiejś lafiryndzie co do której nie wiesz czy nie chce Cię przypadkiem wykorzystać zapłacisz za posiłek, a kobiecie która Ci k*** codziennie gotuje nie zapłacisz za kolację?! W sumie nie wiem jak to się stało, że przeżył.

Ale przeżył. Potem po czasie wytłumaczyłam mu jak mnie to dotknęło… jak mógł w ogóle, biorąc pod uwagę to, ile wysiłku wkładałam w to by żyło mu się wygodnie. Przyznał wówczas, że nie do końca zdawał sobie z tego sprawę. W sumie mam rację. Wiecie, dla mnie to było oczywiste – ale dla mężczyzny to co dla nas jest jasne jak Słońce, bywa ciemniejsze niż czarna magia.

I zauważyłam, że o pewnych sprawach trzeba mówić. Uświadamiać. Ustalać zasady. My wolimy, gdy jest romantycznie, subtelnie, gdy oni wiedzą i rozumieją… gdy czujemy wdzięczność – chociażby w postaci podziękowania za zrobione zakupy, ułożone koce na sofie i odrobione z dziećmi lekcje… i nie uważam, że mężczyznę trzeba wychować. Takiej postawie zawsze byłam przeciwna, bo ona robi z niego dzieciaka, umniejsza mu i co gorsza… czyni zniewieściałym i niesamodzielnym. Z mężczyzną trzeba rozmawiać, bo kurcze – sam naprawdę się nie domyśli. A w każdym razie… takich perełek jest niewiele.

 

4 myśli w temacie “Listy do M(ężczyzn).

  1. Mężczyźni tak mają, że nie doceniają częśto kobiet i nie widzą tego kwaitka, nowej narzuty, czy pozmywanych naczyń. Faceta trzeba dostosować do siebie ha ha

    Polubienie

  2. Tak, takich perełek jest niewiele. Związki są w ogóle skomplikowane. Ja się stawiam do dziś i chyba będę już całe życie. Nie stanę się naszymi matkami, babkami, ciotkami. Nie pozwolę, się wykończyć psychicznie i fizycznie po to, żeby zadowolić szanownego pana. Sytuacja w restauracji bardzo przykra! Rozumiem Twoje stanowisko, miałam podobne, dlatego się nie wywyzszam, ani nie będę tego komentować. Swoją drogą też masz osobowość wojowniczki (tak mi się wydaje) i myślę, że też będziesz się stawiać. Łącze się z Tobą myślami i pozdrawiam Cię serdecznie! 😘

    Polubienie

  3. Powinienem być solidarny z mężczyznami, ale nie będę. Drogie Panie przyznaję Wam w zupełności rację. Większość facetów zgrywa się na tzw. macho, a robią to z wielu tylko dla siebie zrozumiałych względów. A to żeby się nie ośmieszyć przed kumplami, rodziną i wreszcie przed samym sobą. Z lenistwa, wygodnictwa, tumiwisizmu, chamstwa, złych wzorców i niestety braku rozumienia istoty słowa PARTNERSTWO, które jest podstawą w związku kobiety z mężczyzną (czy odwrotnie:-)) Jestem lekko podstarzałym gościem, mam za sobą 26 lat małżeństwa, szczęśliwego jedynego w swoim rodzaju małżeństwa, ale nigdy bym sobie nie pozwolił, aby z jedynej, najbliższej memu sercu osoby zrobić służącą, kucharkę czy sprzątaczkę. Ale faceci, którzy się starają i wydaje im się, że rozumieją kobiety (tak do konica to Was nie da się zrozumieć:-) i odwrotnie:-)) uważani są wśród „samców” za pantoflarzy, albo mają opinie ..-ten to się boi tej swojej Maryśki że …itd. Mądry facet nie będzie zwracał uwagi na takie „opinie” i będzie kierował się własnym sercem i rozumem. Kiedyś zasłuchałem takie powiedzenie.. Jak nie rozumiesz własnej kobiety, to pod latarnią szukaj podniety. Coś w tym jest!! Serdecznie pozdrawiam Wszystkie Panie!:-)

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close